Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do listy!

Dołącz

Reklamy

Licznik odsłon


Uniknąć przyłowu

2012-09-06
Dariusz Burzymowicz

Czy na karpiowej zasiadce można uniknąć przyłowu innych ryb? Linów, karasi, leszczy, karpików wielkości dłoni a nawet płoci, które też czasami się zapinają na zestawie karpiowym? Jak zmniejszyć ryzyko niechcianego przyłowu?

Kiedy jedziemy na zasiadkę karpiową, naszym głównym celem jest oczywiście złowienie karpi, i to jak największych. Nie obrażamy się też, gdy naszą przynętą zainteresuje się niezwykle szybki i dynamicznie walczący do końca amur. Oczywiście niechcianych przyłowów nie unikniemy, możemy je tylko zminimalizować. Ktoś może powiedzieć, że takim złotym środkiem jest zastosowanie kulki proteinowej wielkości piłeczki do ping-ponga! Owszem, jest to jakieś rozwiązanie. Aczkolwiek  na zestawie z tak olbrzymia kulką widziałem idealnie zapiętego średniej wielkości leszcza. Nie będziemy jednak wyłącznie łowić na „ping-pongi”. Karpiarstwo polega przede wszystkim na ciągłym rozwoju, udoskonalaniu zestawów, testowaniu różnych przynęt, stosowaniu nowych technik. Karp też się uczy, a my musimy wyprzedzać jego „myśli”. Poza tym tak ciężkiej i dużej kulki nie będziemy mogli wszędzie zastosować, np. w miejscach mulistych, tam, gdzie występuje podwodna roślinność (dywan moczarki) itp. Także na zawodach, gdzie czasami punktowane są karpie już od 2 kg. Tej wielkości karp raczej nie zassie tak dużej kulki i odpłynie, szukając mniejszego kąska. Na  łowiskach, w których nie występują skorupiaki (raki, racicznice itp.), karpie tam pływające nieprzyzwyczajone do dużego pożywienia (odżywiają się  głównie drobnymi „żyjątkami” i ochotką, którą bardzo lubią), też nie będą ufne wobec tak dużej kulki. Wtedy musimy szukać innych rozwiązań.

 

Aby przypadkowo nie łowić linów

Mnie nie przeszkadza, gdy podczas zasiadek karpiowych złowię lina. Liny zawsze mnie fascynowały. To śliczne, silne i niezwykle delikatnie, wręcz finezyjnie pobierające przynętę ryby. Te ryby nie pływają w zbyt dużych stadach, raczej po kilka sztuk. Nawet gdy namierzą nasze łowisko i zainteresują się naszą przynętą, to nie zagoszczą zbyt długo. Nie będą zbyt uciążliwe, jak karasie srebrzyste czy leszcze. Lin pobiera przynętę w odmienny sposób niż karp. Nie zasysa jej. Pod skosem, prawie w pionie, układa swoje ciało i delikatnie łapie przynętę swoimi mocno umięśnionymi wargami. Często powtarza to kilkakrotnie, smakuje i dopiero wtedy decyduje się na jej połkniecie. Kiedy będziemy łowili na kulki, jedną lub dwie pływające albo o neutralnej wyporności, w połączeniu z przyponem z fluorokarbonu z przegubem, a do tego dojdzie duża masa ciężarka (80–100 g), to na takim zestawie na 100% lin się zatnie bez problemu. Rzadziej będzie się zacinał na zestawie z „bałwankiem” lub „grzybkiem”. Gdy będziemy łowić na kulki tonące, pojedynczą o średnicy np. 20 mm lub dwie 16–18 mm albo duży pellet, wtedy zacięcie się lina wyeliminujemy nawet w dziewięćdziesięciu kilku procentach. Najczęściej z naszymi kulkami radzą sobie duże osobniki o wadze1,5–3,5 kg. Dlatego też na takie ryby, które nawet na mocnej karpiówce dają sporą dawkę emocji, ja się nie obrażam.

 

Karaś srebrzysty

Z tym gatunkiem jest o wiele trudniej. W odróżnieniu od linów „japońce” pływają w dużo większych stadach. Gdy namierzą naszą „stołówkę” a w niej kulki na zestawach, nie odpuszczą i będziemy mieli regularne ich brania. Karaś srebrzysty pobiera pokarm w identyczny sposób jak karp, zasysając go z dna, przy tym jest mniej ostrożny od karpia. Japoniec najszybciej zatnie się na kulki pływające, ale też doskonale sobie radzi z „bałwankiem” z kulkami tonącymi, a także z pelletem. Aby zminimalizować przyłowy karasia srebrzystego, można zastosować tonące kulki o większej średnicy. Wtedy brania tych ryb będą rzadsze i będziemy łowić większe sztuki. Najlepiej jednak w czasie „inwazji” japońców donęcić łowisko sporą ilością podgotowanych ziaren kukurydzy. W większości przypadków manewr ten daje pożądany efekt. Karasie zajmują się kukurydzą, a naszym kulkom przeznaczonym dla karpi dają spokój. Po pewnym czasie się nasycą i odpłyną. Szczególnie ważne jest, aby odpłynęły przed nocą, a w nocy budziły nas tylko karpie.

 

Leszcze w łowisku

Leszcze, szczególnie średniaki o wadze 1,5–2,0 kg, najbardziej nas denerwują. Ryby tej wielkości pływają w dużych stadach. Po zlokalizowaniu zanęconego obszaru skutecznie wyczyszczą dno i po naszych przysmakach nie będzie śladu. Leszcze pobierają pokarm podobnie jak karpie i zacinają się nawet na 20-milimetrowe kulki tonące. Aby karpie mogły się „dopchać” do stołówki, musimy bardzo dużo nęcić. Szczególnie w zbiornikach zaporowych liczebność leszczy jest ogromna. Jednodniowa dawka zanęty licząca 20 kg ziaren kukurydzy i kilka kilogramów kulek proteinowych nie będzie przesadą. Gdy chcemy mieć pewność, że leszcze nie wyjedzą całej zanęty i pozostanie coś dla karpi, zrezygnujmy z podgotowanych ziaren kukurydzy. Surowe twarde ziarna wystarczy zalać wodą i moczyć je od kilku do kilkunastu godzin.Po tym czasie ziarna napęcznieją, staną się lekko „gumowe”. Takimi ziarnami można zanęcić łowisko. Z twardym ziarnem karpie doskonale sobie poradzą, a leszcze, szczególnie te mniejsze, będą miały trudniej, i to jest dobry sposób.
W głębokich jeziorach i jeziorach rynnowych, gdzie często kilka, kilkanaście metrów od brzegu zaczyna się gwałtowny spadek dna – z głębokości 1,5–2 m schodzi na 6–8 m – leszcze nie powinny stanowić problemu. Wystarczy łowić blisko brzegu właśnie przed zaczynającym się spadkiem. Dobrym rozwiązaniem jest umieszczenie zestawów wzdłuż brzegu na głębokości 1,5–2 m. W takich zbiornikach głównie na tej głębokości będzie przebywał i żerował karp. Leszcze lubią głębsze partie zbiornika i teoretycznie będziemy mieć z nimi spokój.

 

Inne ryby

Przyłowem mogą też być szczupaki, które czasami zacinają się na kulki proteinowe. Największy szczupak, którego złowiłem na waniliową kulkę pływającą koloru żółtego, ważył 7,5 kg. W ubiegłym roku podczas IV Słupskich Dni Karpiowych zawodnik – kolega Greniu – wyholował pięknego szczupaka 7-kilogramowego, którego niejeden zagorzały spinningista mógłby mu pozazdrościć. Oczywiście szczupaki nie są kłopotem dla karpiarza, bo ich przyłów zdarza się niezmiernie rzadko.
Najwięcej i najczęściej się zdarzających niepożądanych przyłowów będziemy mieli łowiąc na „metodę”. Łowienie karpi z „metodą” jest bardzo skuteczne i daje wyśmienite efekty. Karpie szybko namierzają pachnącą i smużącą zanętę z dodatkiem pokruszonych smakołyków i ziaren. Uwalniające się kawałki pokruszonych kulek proteinowych, granulatu, ziaren itp., a także „pracująca” zanęta szybko zwabią karpie, ale też inne ryby. Począwszy od płoci, które wcale nierzadko zacinają się prawidłowo za pyszczek, szczególnie, gdy w połączeniu z „metodą” zastosujemy pojedynczą kulkę pływającą. Małe karpiki, nawet wielkości dłoni, też czasami się zacinają w ten sposób. Oczywiście liny, karasie i leszcze także będą częstym przyłowem. Jeśli bardzo nam przeszkadza przyłów innych ryb podczas łowienia z „metodą”, to zrezygnujmy z niej i przynajmniej na noc zarzućmy zestaw z ciężarkiem.
Moim zdaniem najlepszym sposobem na zminimalizowanie niemalże do zera niechcianych przyłowów jest zanęcanie łowiska samymi kulkami. Najlepiej, gdy będą to kulki o średnicy co najmniej 18–20 mm i większe. Ja taki „eksperyment” postanowiłem przeprowadzić na dwóch zbiornikach kilka sezonów temu. Na jednym z nich zawsze męczyły mnie karasie srebrzyste. Czasami podczas jednego dnia łowiłem ich nawet 40 sztuk o wadze od 1,5 do 1,7 kg. Gdy już miałem dość i zaczynały mnie męczyć, zakładałem większą kulkę lub dwie kulki tonące. Manewr ten powodował, że wydłużałem przerwę pomiędzy braniami, bo zacinały się większe sztuki. Podczas jednej weekendowej zasiadki, gdy namierzyły mnie japońce, łowiłem jednego, maksymalnie dwa karpie, czasami wcale. Łowisko zanęcałem wtedy mieszanką ziaren, sporą ilością konopi, pelletem, granulatem i kulami zanętowymi. Do tego dodawałem niewielką ilość kulek proteinowych. Po zanęceniu łowiska samymi kulkami proteinowymi o średnicy 20 mm sytuacja diametralnie się zmieniła. Podczas weekendowej zasiadki łowiłem 1–2 karasie srebrzyste ważące ponad 2 kg i kilka pięknych karpi.
Sprawdziłem też drugie jeziorko w taki sam sposób. Od kilku lat w każdym sezonie spędzam na nim parę zasiadek. Przyłowem są liny w ilości 10–20 sztuk sezonowo. Nie stanowiło to dla mnie nigdy problemu, ale z czystej ciekawości, aby się przekonać, czy metoda nęcenia samymi dużymi kulkami proteinowymi bez ziaren, pelletu i granulatu da rezultaty, poeksperymentowałem w ciągu jednego sezonu. Przez kilka zasiadek, nęcąc tylko kulkami, nie złowiłem ani jednego lina! Mało tego, celowo stosowałem na zestawie małe kulki 16-milimetrowe pop-upy i nie miałem nawet brania linowego. Za to karpie brały rewelacyjnie. Nigdy przed tym w żadnym sezonie nie złowiłem tam tylu karpi. Karpie czasem brały seriami. Złowiłem kilka karpi większych niż zwykle: 13 i 15 kg, przedtem  zazwyczaj brały karpie do 7–12 kg.


Moim zdaniem, gdy chcemy uniknąć choćby w części przyłowu nieproszonych gości, warto poeksperymentować. Jeżeli chcemy odpocząć od natarczywych japońców, leszczy, zmiatających całą zanętę,  lub od delikatnego, ślicznego smakosza lina i chcemy gościć przy naszych zestawach, a potem na mecie tylko  karpie, spróbujmy zanęcać samymi kulkami. Myślę, że się uda. Mnie się udało !

Fot. archiwum, autor

 

Komentarze

nowsze
starsze
nowsze
starsze

Twój komentarz został dodany i oczekuje na moderację.

Prosimy o cierpliwość.

Dodaj komentarz

(nie jest podawany do publicznej wiadomości)

---- reklama ----
http://www.AUTOdoc.PL Istnieje możliwość zakupu części zamiennych w niewiarygodnie niskich cenach tutaj