Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do listy!

Dołącz

Reklamy

Licznik odsłon


Późnojesienne rapowanie

2012-10-19
Dariusz Mrongas

Jesień, zwłaszcza okres od drugiej dekady września i trwający cały październik, a przy sprzyjających warunkach, czyli ciepłej jesieni, także część listopada, to czas, w którym rzeczny spinningista ma szanse na spotkanie z wielką rapą.

Rybą to ostatnio coraz bardziej modna wśród wielkorzecznych spinów. W tym okresie przy dobrej znajomości rzecznych miejscówek oraz prawidłowej technice połowu można nacieszyć się największą ilością wyholowanych grubych boleni. Jesień na dużej rzece to także dobry czas na „opadowego sandacza", jak i inne drapieżniki. Dlatego większość wędkarzy ma dylemat, co wybrać i co łowić w tym okresie. Jednak ja rezygnuję z mętnookiego na rzecz wielkiej rapy, co w ostatnich latach wychodzi mi na zdrowie. Już od września każdy rasowy raper powinien wzmóc swoją czujność, gdyż zaczyna się okres na te największe srebrne torpedy. W okresie późnojesiennym ryby te są trudniejsze do zlokalizowania, coraz rzadziej ujawniają swoją obecność widowiskowymi atakami na powierzchni wody i często mniej doświadczony wędkarz myśli, że bolenie nie żerują i rezygnuje z polowania na nie. Nic bardziej mylnego, wręcz przeciwnie, bolenie w tym okresie są bardzo aktywne, jak większość drapieżników przed zbliżającą się zimą. Grupują się w większe lub mniejsze stada i świetnie żerują, często przez cały dzień. W dobrym miejscu możemy się nacieszyć zadowalającą ilością atomowych brań oraz udanych holi.

 

JAKIE MIEJSCA?

Moje jesienne miejscówki to woda z niezbyt silnym uciągiem, raczej osłonięta od głównego nurtu. Dobre będą zakręty rzek, miejsca za ostatnią ostrogą w rzędzie, klatki między ostrogami, wloty wszelkich kanałów do rzeki, kamieniste opaski – te z wolniejszą wodą, osłonięte od głównego nurtu np. ostrogą. 

Bardzo dobrze, jeśli w miejscach tych dno jest kamieniste, ponieważ bolenie lubią kamienie. Wspólną cechą tych wszystkich miejsc jest zdecydowanie słabszy uciąg wód. Nie są to już szybkie przelewy czy napływy na ostrogi z rwącą wodą, dobre w porze letniej. Co prawda i na przelewie o tej porze może nam się udać złowić bolenia, ale przeważnie nie będzie to duża sztuka. Dlatego późną jesienią odpuszczam sobie przelewy i inne miejsca z szybką wodą. Na moich miejscach dobrych na tę porę bolenie pokazują się jesienią, i tylko jesienią. Choć niektóre z tych miejsc mogą graniczyć z żerowiskami letnimi lub znajdować się w ich bliskim sąsiedztwie. 
Jedną z ulubionych moich miejscówek na późnojesienne bolenie są kamieniste opaski. Na odwiedzanym przeze mnie odcinku Odry rozróżniam dwa rodzaje tych miejsc. Opaskę równoległą do nurtu oraz opaskę łagodnym łukiem wchodzącą w nurt i odpychającą go do przeciwległego brzegu. Najbardziej pasują mi te stare, rozmyte, z porozrzucanymi kamieniami daleko od brzegu. Dobrze, jeśli taka opaska znajduje się w bliskim sąsiedztwie sięgającej w głąb rzeki kamienistej rafy. Głębokość w takim miejscu jest na ogół niewielka, nurt zaś bardzo zmienny, pełen różnych zwarów i zawirowań. Jednak i tu można się doszukać głębszych fragmentów i prądowych cieni z wolno płynącą wodą. Na opasce staram się ustawiać w miejscu poniżej styku nurtu i spokojnej wody. Rzuty wykonuję prostopadle do nurtu lub lekko na skos z prądem. Każda z przynęt typu wobler, guma czy wahadłówka ma tu swoje zastosowanie i może się okazać trafiona w danej chwili. W dniu, kiedy bolenie są aktywne i dobrze żerują, wystarczy w dobrym miejscu poprowadzić wobler lub wahadłówkę w tempie średnim w pół wody, aby się doczekać brania lub na ogół wielu brań.
Taką sytuację spotykam często na początku jesieni, kiedy nie trzeba zbytniej kombinacji i udziwnień z prezentacją przynęty. Jednak im jesień jest późniejsza, tym sposób mojego łowienia jest inny. Całą tajemnicą późnojesiennego rapowania jest podanie przynęty w okolicach dna,a następnie bardzo wolne jej prowadzenie, momentami wręcz leniwe z przystankami. Dobrze, jeśli przynęta (a właściwie jej ciężar) jest tak dobrana do miejscówki, aby co jakiś czas muskała o dno lub szybowała tuż nad nim. Taki sposób łowienia przyniósł mi najwięcej grubych jesiennych rap. Natomiast jeśli boleń nie jest skory do współpracy i nie reaguje na ten sposób prowadzenia przynęty, to trzeba pokombinować, aby go zmusić do brania. Jednym z moich sposobów na trudne bolenie jest chwilowe położenie gumy na dnie (w ten sposób łowię tylko gumami),a następnie poprzez niezbyt szybkie dwa, trzy obroty korbką kołowrotka wprowadzenie jej w ruch. Taki krótki wolny opad z poderwaniem. Podobny sposób, w jaki łowi się sandacze. Jedyna różnica jest taka, że zaraz po poderwaniu przynęty od dna nie wykonuję następnego opadu, tylko prowadzę ją kilkanaście metrów w wolnym, jednostajnym tempie w strefie przydennej. Podczas jednego rzutu, powiedzmy mniej więcej na 60m, mogę wykonać co najwyżej dwa,trzy takie opady. Ten manewr często skutkuje, gdy wszystko inne zawodzi.W każdej fazie takiego prowadzenia można się spodziewać ataku ryby. Jednak szczególnym momentem, który podoba się rapom podczas tak zaprezentowanej przynęty, jest chwila startu jej z dna i w tym momencie najczęściej mam branie.
Branie bolenia jest nadzwyczaj gwałtowne i mocne.W początkowej fazie holu ryba targa wędziskiem z ogromną siłą. Tym bardziej jesienne parokilogramowe rapy. Nie ma tu mowy o próbowaniu czy podskubywaniu przynęty. Jedyną radą na znalezienie jesiennych boleni, jeśli nie chcemy iść na łatwiznę i podpatrywać kolegów, jest częste przebywanie nad rzeką i obserwacja wody. Nierzadko kółko na wodzie lub ucieczka pojedynczej rybki zdradzają nam dobre miejsce, a wysiłek i przemierzone kilometry nad rzeką często się opłacają .Znalezienie swojego nowego miejsca, które darzy tymi wspaniałymi rybami, daje dużo satyswakcji i zadowolenia w postacji atomowych brań i wspaniałych holi.

 

SPRZĘT I PRZYNĘTY?

Mój sprzęt boleniowy nie jest specjalnie wyszukany, ani zbytnio drogi. Łowię na dużej rzece, jaką jest Odra, często przynętami przekraczającymi 20 g i do tego w silnym uciągu wody, a i boleń – jak już wcześniej wspomniałem – potrafi kopnąć z impetem i gwizdem. Najbardziej odpowiadają mi kije 3-metrowe w przedziale ciężaru wyrzutu 10-40 g,czyli rzeczny standard szczupakowo-sandaczowy się do tego nada. Kołowrotek raczej duży, rozmiar 3000-4000, dobrze układający linkę i ze sprawnie działającym hamulcem. Wbrew modzie nie musi on być o dużym przełożeniu, tym bardziej teraz, kiedy przynętę często prowadzimy w przydennej warstwie wody w tempie średnim lub wolnym. Dobrej jakości sprawdzona linka lub plecionka o wytrzymałości ok. 4,5–6,5 kg (późną jesienią ze wskazaniem na tę mocniejszą), odpowiedniej długości i poprawnie nawinięta na kołowrotek. Parę gum, woblerów, jakieś wahadło, dobrej jakości agrafka i już jestem gotowy na jesienne rapy. Tak dobrany sprzęt daje mi gwarancję dobrego zasięgu, gdy często trzeba posłać przynętę na znaczną odległość, oraz dobre samopoczucie i komfort łowienia. Nie muszę się martwić, że coś mnie zawiedzie.
Teraz trochę o przynętach. Przynęt boleniowych w moim przypadku raczej nie dzielę na letnie i jesienne. Każda przynęta określona mianem boleniowej może być dobra zarówno w porze letniej, jak i jesiennej. Jedyna różnica to ciężar tych przynęt, który dobieram w zależności od miejsca, w jakim łowię. Każdy boleniarz ma w swoim pudełku jakieś kilery, w które wierzy i uważa je za najbardziej skuteczne. Od lat moimi podstawowymi wabikami na te ryby są gumy, woblery, jak i zapomniane wahadła. Gumy – o nich mogę powiedzieć tyle, że na każdy ich rodzaj złowiłem bolenia; kopyto, ripper czy twister oszukały niejedną rapę.
Jeśli wobler, to najlepiej sprawdzają mi się te, które wychodzą spod ręki zaprzyjażnionych rzemieślników-chałupników. Wobler boleniowy musi się charakteryzować dużą wagą często ok. 20 g, być lotny, podczas rzutu nie koziołkować oraz mieć drobną migotliwą pracę. Sprawdzały mi się również woblery bez jakiejkolwiek pracy, idące po linii prostej bez żadnych wychyleń. Warto również założyć wahadło. W moim pudełku z żelazem na swoją szansę czekają Cefale, Algi i Gnomy w mniejszych rozmiarach oraz parę wahadłówek przeznaczonych do połowu morskich troci np. Abu Toby. Często szansę tę wykorzystują i ratują wyprawę przed zejściem z wody o kiju. Z moich doświadczeń wynika, że nie ma „złotej” przynęty, tym bardziej jesienią, kiedy boleń z impetem wyrywającym kij z dłoni kopie zarówno w czterocentymetrowy ripperek, jak i dziesięciocentymetrowe wahadło czy podobnej wielkości wobler. Późną jesienią ważniejszy od rodzaju przynęty jest sposób jej zaprezentowania oraz dobrania do miejscówki. Jedyny boleniowy standard, jakiego się trzymam w tym okresie, to kolorystyka, czyli różne odcienie perły i bieli z ciemniejszym grzbietem w przypadku woblerów i gum. Choć seledyn czy żółć, jeśli wszystko zawodzi, bywają również skuteczne i oszukały już nie jedną rapę. W wędkarstwie piękne jest to, że nie ma sztywnych teorii, a jeśli są, to każdą w mniejszym lub większym stopniu można podważyć.
Ostatnimi laty boleń stał się rybą bardzo modną. Duża presja wędkarska, coraz bardziej nowoczesny sprzęt oraz przynęty, wobec których boleń jest coraz bardziej bezradny, rabunkowa gospodarka rybacka, organizowanie zawodów spinningowych, na których uśmiercane są setki boleni a także mięsiarstwo, wszystko to spowodowało, że mniej więcej od około trzech lat obserwuję na swoim odcinku rzeki znaczny spadek populacji tego gatunku. Coraz mniej widowiskowych baletów na powierzchni,które kiedyś trzymały w napięciu i cieszyły oko. Wiem, że na innych rzekach Polski sytuacja wygląda podobnie. Jednak mimo to bolenie jakoś się bronią i co roku zaskakują mnie dużą liczbą brań. Dobrze, że ich mięso przedstawia marną wartość kulinarną, bo z ich populacją zapewne byłoby jeszcze gorzej. Każdy szanujący się spinningista powinien te ryby uwalniać. Dla mnie zabicie i zabranie bolenia do domu to, krótko mówiąc, obciach. Czytelnikom WMH życzę mocnych brań, wspaniałych holi oraz miłych chwil spędzonych nad wodą.

fot. autor

 

Słowa kluczowe: | Dariusz Mrongas | boleń | rapa | spinning | wędkarstwo |

Komentarze

nowsze
starsze
nowsze
starsze

Twój komentarz został dodany i oczekuje na moderację.

Prosimy o cierpliwość.

Dodaj komentarz

(nie jest podawany do publicznej wiadomości)

---- reklama ----
http://www.AUTOdoc.PL Istnieje możliwość zakupu części zamiennych w niewiarygodnie niskich cenach tutaj