Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do listy!

Dołącz

Reklamy

Licznik odsłon


Jerkowanie gumą

2013-01-24
Jacek Stępień

Jestem zdania, że już niebawem jeszcze większego znaczenia nabiorą te sposoby łowienia, w których to wędkarze będą decydować o pracy przynęty. 

Taka była moja odpowiedź na pytanie o przyszłość polskiego spinningu, o to, w jaki sposób będą się rozwijały nasze tradycyjne metody połowu. Miałem na myśli szeroko pojęte jerkowanie, ale nie tylko woblerami bezsterowymi, lecz także innymi wabikami. I chyba się nie myliłem, bo wędkarze wymyślili już metodę jerkowania gumą. Bodajże w 2009 r miałem okazję obserwować spinningistów biorących udział w Spinningowych Mistrzostwach Świata w Andorze. Impreza odbyła się na niewielkiej rzece górskiej. Łowiono wyłącznie pstrągi potokowe. Stosowano błystki obrotowe i rozmaite gumy. Moją uwagę przykuł Włoch – późniejszy triumfator imprezy w klasyfikacji indywidualnej. Otóż stosował on nowatorską technikę jerkowania z gumą jako przynętą. Pierwszy raz widziałem, aby ktoś łowił w ten sposób, ale muszę przyznać, że tak właśnie wyobrażałem sobie przyszłość polskiego spinningu. Włoch urzeczywistnił moje wyobrażenia, wskazał mi kierunek dalszej pracy nad nowymi technikami, natchnął ciekawymi pomysłami. 


Szarpanie i nurt

Włoch łowił na gumę znacznie większą (długości ok. 6–7 cm), niż łowili konkurenci. Długo nie mogłem dojrzeć, co to jest, ale w końcu się udało. Gdy zerwał swoją przynętę na jakimś krzaku, wyjął z kieszeni słoiczek ze sztucznymi… robalami w białym kolorze. Nie były to znane nam larwy muchy plujki, ale imitacje innych – grubszych i dłuższych gąsienic. Robale te były połączone ze sobą w łańcuszek. Włoch oderwał aż trzy larwy i taką wstęgę zaczął naciągać na haczyk. Pierwszego robaka w całości naciągnął na trzonek haczyka. Druga larwa zakrywała łuk kolankowy haka. Włoch przebił ją w 2/3 długości, tak by widoczne było samo ostrze haczyka. Trzecia larwa zwisała zupełnie luźno. 

Takie „krzywe”, niecentryczne ułożenie przynęty na haczyku wprawiło mnie w osłupienie. Ale niemal natychmiast zrozumiałem, że jedynie dzięki temu zabiegowi gumę można poprowadzić jak klasyczny jerk. Można ją szarpać, podciągać, a guma nie będzie się poruszać płynnie jak tradycyjnie stosowane twistery lub rippery, lecz nieregularnymi zakosami, niczym wobler bezsterowy.To była pierwsza tajemnica skuteczności Włocha. Drugą był sposób prowadzenia tej dziwnej przynęty. Włoch zarzucał gumę lekko w górę rzeki. Przynęta musiała być ciężka, bo w rwącym nurcie górskiej rzeki błyskawicznie opadała na dno. Na kamienie. Nurt przetaczał ją od dziury do dziury. Wprowadzał w kieszenie za kamieniami, dosłownie wciskał we wszelkie zagłębienia. A Włoch jedynie grał przynętą: podszarpywał, nakierowywał we właściwe (spokojniejsze) miejsca, podrywał z zagłębień, wpuszczał w kolejne. Biały robal spływający z nurtem po kamieniach, podszarpywany, poruszający się zakosami jak wobler, wpadający pod kamienie okazał się niesamowicie skuteczny. Do poruszającej się szybciej, wyżej i płynniej błystki pstrąg wcale nie musiał wyskoczyć, ale duży, biały robal był już dla niego pokusą nie do odparcia.W efekcie Włoch łowił ryby niemal wszędzie, gdzie stanął. W przejrzystej wodzie widziałem wiele razy, jak pstrągi wychodziły innym zawodnikom do błystek i innych przynęt, ale nie atakowały ich lub po braniu natychmiast się spinały. Gdy Włoch podawał im gumę, lądowały w podbieraku. 

Co ciekawe, brania pstrągów były świetnie widoczne. Ryba nagle wyskakiwała spod kamienia i chwytała przynętę. Włoch nie zacinał od razu, ale dopiero mniej więcej po 3 sekundach. Pozwalał pstrągowi głębiej zassać przynętę. Gdy zacinał zbyt wcześnie, na haczyku miał tylko dwie larwy. Trzecia – ta zwisająca luźno – pozostawała w pysku ryby. I jeszcze jedno: mniej więcej po 10 minutach Włoch zawsze zmieniał przynętę. Pewnie ze względu na jej ulatniający się (wymywany przez wodę) zapach. Domyślam się, że aromatyzowaną, pachnącą gumę pstrągi łykały szybciej, pewniej i głębiej. 

Tajemnice ostatnie

Patrzyłem na Włocha jak zahipnotyzowany. Wiedziałem już, na co łowi i jak prowadzi przynętę. Do rozgryzienia pozostała jeszcze jedna kwestia: jak – u licha – obciążona jest ta przynęta, że nie grzęźnie w kamieniach, nie zaczepia się o dno, wpada w dziury i nigdzie się nie klinuje? Włoch przez 3 godziny ani razu nie zerwał wabika na zaczepie. Raz tylko po nieudanym rzucie jego przynęta wylądowała na krzaku i na nim już została. Dzięki temu po zawodach mogłem wziąć ją w ręce. I wszystko stało się jasne! Włoch w swojej metodzie łowienia stosował solidny haczyk muchowy nr 6–8, oczywiście z oczkiem. Przed samym oczkiem usytuowana była złota główka wolframowa (takie główki muszkarze wykorzystują do konstrukcji np. nimf). Do oczka dociskała ją lameta ołowiana, nawinięta ciasno na trzonek do samego łuku kolankowego. 

Dzięki temu możliwe było zastosowanie sporego obciążenia gumy. Ale ważniejsze było to, iż takie usytuowanie obciążenia powodowało, że guma opadała na dno płasko. Nie główką w dół, ale poziomo, całym korpusem. Przez to wabik nie klinował się w kamieniach, bo długi korpus nie pozwalał na wpadnięcie przynęty w zbyt małe szczelinki. Poza tym guma była tak naciągnięta na haczyk, że niemal całkowicie zasłaniała jego ostrze.  


Analogie i nowe wyzwania

Zachwyciłem się stosowaną przez Włocha metodą z wielu powodów. Od kilku lat łowię pstrągi na gumy, najczęściej na gumowe raczki. Stosuję technikę opadu. Prowadzę wabik z prądem rzeki i co chwilę go podrywam. Choć moją metodę także można nazwać jerkowaniem (raczek nie ma pracy własnej, ja wprawiam go w ruch ruchami wędziska), to jednak moja przynęta zachowuje się zupełnie inaczej.  W zasadzie porusza się w górę i w dół, z prądem rzeki, ale o wiele rzadziej dotyka dna. W metodzie Włocha cała akcja rozgrywa się na dnie. W szczelinach między kamieniami, w spowolnieniach, w rynienkach itp. miejscówkach. Włoch w zasadzie tylko ożywia wabik podszarpywaniami. Przynęta nie unosi się jednak tak wysoko jak podczas wykonania skoku w metodzie opadu, ale raczej sunie po dnie zakosami. Sunie, zatrzymuje się, podryguje, wpada w rozpadlinkę itd. W podobny sposób łowią pstrągi niektórzy pstrągarze. Stosują woblery, ale nie prowadzą ich jednostajnie jak po sznurku, lecz w sposób ciągły podszarpują wędziskiem. Wobler błyska bokami, często wykłada się, przyspiesza, zmienia tor płynięcia, zachowuje się agresywnie.Żadnego woblera nie można jednak wprowadzić pomiędzy kamienie, bo utknie tam na wieki. A gumę można. Nie tylko w kamienie, ale nawet w zwalisko, w zatopione gałęzie. Domyślacie się już, jakie możliwości niesie zastosowanie opisywanej techniki? Nie tylko podczas połowu pstrągów. 

Otóż technika jerkowania gumą z pewnością będzie się sprawdzać w odniesieniu do tych ryb, które nie gardzą dżdżownicami. Czyli wszystkich naszych ryb słodkowodnych! Łowienie leszczy wcale mnie nie pociąga, ale za to na myśl o grubaśnych jaziach czy wielkich kleniach gustujących w pijawkach lub innych larwach aż mi ślina cieknie. A opukanie gumą kamienistego szczytu ostrogi, zbadanie wszelkich zagłębień i rynienek pomiędzy głazami czy wreszcie sięgniecie do podstawy główki? Tak, technika jerkowania gumą ma niesamowity potencjał. Zamiast imitacji białych robaków można przecież zastosować np. sztuczne ochotki, dżdżownice, wspomniane już pijawki oraz inne wynalazki. Pozostaje jeszcze dopasowanie techniki jerkowania do konkretnego łowiska i wybranych gatunków ryb. Można się jedynie domyślać, że nie wszystkie ryby będą reagować tak jak pstrągi. Ale to są jedynie szczegóły do dopracowania. Czysta przyjemność.
Na koniec wspomnę jeszcze o jednym: o zapachu przynęty. Przyznaję, że dotąd wszelkie opowieści o zaletach gum nasączonych rozmaitymi specyfikami wkładałem między bajki. Musiałem zweryfikować swój pogląd na tę sprawę, bo przy jerkowaniu długą gumą (np. dżdżownicą) ryba musi mieć więcej czasu na połknięcie przynęty. W tej sytuacji zapach, smak czy wreszcie miękkość wabika mają duże znaczenie. Włoch często wymieniał gumy na nasączone, więc jestem pewien, że myśli podobnie. To kolejny, niezwykle rozległy temat do zgłębienia.
Tak moim zdaniem będzie wyglądać przyszłość polskiego spinningu. Przynęty o akcji własnej – np. woblery i rozmaite błystki – nadal będą stosowane (tak jak metoda opadu), ale wędkarze coraz częściej będą stosować techniki jerkowe.  Obecnie nasz spinning nieco „zwolnił”, m.in.  za sprawą prowadzącego na manowce bocznego troka, ale niebawem znowu nabierze rumieńców i jerkowej agresji!

Fot. autor, archiwum, rys. archiwum

Komentarze

nowsze
starsze
nowsze
starsze

Twój komentarz został dodany i oczekuje na moderację.

Prosimy o cierpliwość.

Dodaj komentarz

(nie jest podawany do publicznej wiadomości)

---- reklama ----
http://www.AUTOdoc.PL Istnieje możliwość zakupu części zamiennych w niewiarygodnie niskich cenach tutaj