Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do listy!

Dołącz

Reklamy

Licznik odsłon


Odrzańskie leszcze

2013-08-29
Rafał Izydorczyk

Jednym z moich ulubionych miejsc na zasiadkę na dużego leszcza jest Odra między miejscowością Uraz a Wrocławiem. Typowe dla niżej położonych odcinków ostrogi czy też główki są tu niewidoczne.

Woda jest spiętrzona dla celów żeglugowych, co dodatkowo podnosi atrakcyjność łowiska. Duże leszcze, bo po takie ryby wybieram się nad Odrę, trzymają się głębokich rynien daleko od brzegu. Średnia odległość, na jaką trzeba rzucić zestaw, to 50–80 m. Można oczywiście próbować rzucać bliżej i to z niezłymi wynikami, ale – niestety – złowione sztuki będą mniejsze, do 40 cm. Te naprawdę olbrzymie są na głębokości ok. 7–8 m. Tylko tam możemy się spodziewać się prawdziwej „łopaty”.


Ale po kolei

Każdą zasiadkę staram się planować z kilkudniowym wyprzedzeniem. Wymaga ona każdorazowo dość sporych przygotowań. Średni wypad nad wodę to mniej więcej 2–3 dni łowienia. Taki okres uważam za najbardziej efektywny. Te kilka dni nad rzeką pozwolą nam dobrze zanęcić łowisko i zwabić na nie cel naszej wyprawy, czyli duże leszcze. Planując wędkowanie na ww. odcinku rzeki, muszę wziąć pod uwagę możliwość wystąpienia zmian w charakterystyce samego łowiska. Odra w Brzegu Dolnym jest przegrodzona systemem śluz i zapór umożliwiających żeglugę po „królowej dolnośląskich rzek”. Utrzymywanie odpowiedniego dla jednostek pływających poziomu wody powyżej oraz poniżej śluz powoduje zmiany głębokości oraz szybkości nurtu w łowisku, co nie pozostaje bez wpływu na zachowanie się w nim leszczy. 

Gdy woda jest piętrzona, jej poziom podnosi się, a w zależności od szybkości tego procesu możemy zaobserwować szereg różnic. Gdy woda podnosi się wolno, wygląda to tak, jakby rzeka praktycznie się zatrzymała, co przy bezwietrznej pogodzie daje wrażenie wydłużonego jeziora. Leszcze rozpoczynają wtedy intensywne żerowanie, a brania są bardziej zdecydowane. Przy szybszym przybieraniu wody rzeka staje się niespokojna. Pojawiają się różnego rodzaju wiry i cofki. Stada leszczy wykazują wtedy mniej aktywności, a brania są bardzo delikatne i nieliczne. Staram się wtedy zmniejszyć haczyk (rozmiar 12) i maksymalnie wydłużyć przypon nawet do 1 m. Dzięki temu nawet delikatnie biorące ryby „dają się namówić” do współpracy.
Kiedy zaistnieje potrzeba zwiększenia poziomu wody w rzece poniżej Brzegu Dolnego, woda na „moim” łowisku zaczyna opadać. Również w tym przypadku prędkość opadania wody ma istotne znaczenie. Jeżeli spadek jest powolny, a uciąg umiarkowany, mam wtedy do czynienia z najlepszymi warunkami do połowu leszczowego „brązu”. Intensywność brań jest wysoka, a one same są częste i zdecydowane. Stosuję wtedy niezbyt długi przypon i większe haczyki – najchętniej numer 8. Kiedy poziom wody opada szybko, a prędkość nurtu rośnie, łowisko stawia coraz większe wymagania. Największym utrudnieniem jest duży uciąg wody powodujący spływanie moich zestawów wraz z prądem. Mogę skutecznie przeciwdziałać temu zjawisku, stosując cięższe koszyczki zanętowe lub – nie mając takowych – dociążać za pomocą różnego rodzaju ciężarków już posiadane. Rynek wędkarski oferuje również szereg modeli koszyczków ze specjalnymi wypustkami, które mają zapobiegać przesuwaniu podajnika po dnie. Pamiętam także o dostosowaniu zanęty do szybszego nurtu; musi ona być bardziej dociążona i mocniej sklejona. Przy „szybkiej wodzie” stada leszczy przemieszczają się wolno pod prąd, a intensywność żerowania utrzymuje się na średnim poziomie. Woda szybciej wypłukuje zanętę, dlatego też ważne jest częstsze donęcanie łowiska, aby na dłużej zatrzymać w nim leszcze. Co do długości przyponu w tych warunkach, to dostosowuję ją zawsze, trzymając się zasady – im brania delikatniejsze i rzadsze, tym przypon dłuższy. Jak więc sami widzicie, bez względu na panujące w łowisku warunki zawsze jestem w stanie tak skonstruować zestaw, aby był on skutecznym narzędziem połowu.
Mój sezon na odrzańskie „lechole” zaczyna się zaraz po zakończeniu pylenia topoli. Ich pływające i latające nasiona niejednego już wędkarza doprowadziły do szewskiej pasji, znacznie utrudniając, a wręcz czasami uniemożliwiając wędkowanie. Polowanie na leszcza kończę zazwyczaj pod koniec września. Jest to spowodowane nie tyle mniejszą aktywnością ryb w łowisku, ile raczej, a nawet na pewno zwiększeniem się mojej aktywności w pogoni za drapieżnikiem.


Zaczynamy

Zaraz po dojechaniu nad upatrzony wcześniej odcinek rzeki zaczyna się polowanie na... miejsce! Opisywany przeze mnie fragment Odry jest przez wielu uważany za jedną z najlepszych leszczowych miejscówek Dolnego Śląska. Nie tylko mieszkańcy tego województwa doceniają to łowisko. Wielokrotnie spotykałem nad wodą wędkarzy z innych rejonów Polski, m.in. z Górnego Śląska, Opolszczyzny, Wielkopolski czy Łodzi. W wielu rozmowach moi koledzy po kiju stwierdzali, że jest to miejsce, które naprawdę warto odwiedzić. Zachwyceni byli nie tylko walorami samego łowiska, jego różnorodnością i bogactwem otaczającej przyrody, lecz przede wszystkim liczbą poławianych ryb i ich wielkością. Wielu dziwiło się, że taka ostoja ciszy i spokoju może mieścić się tak blisko dużej aglomeracji miejskiej, jaką niewątpliwie jest Wrocław.

Pomimo dużej presji wędkarskiej nie powinniśmy mieć większych problemów ze znalezieniem dobrego miejsca. Nie możemy zapominać, iż mowa jest tutaj o bardzo długim odcinku rzeki. Dostępnych jest naprawdę wiele dogodnych stanowisk, które można skutecznie obławiać. Szeroki pas międzywala pozwala również bez problemu zorganizować obozowisko na czas kilkudniowego połowu. Gdy zajmiemy już miejsce i urządzimy obozowisko, rozpoczynamy przygotowanie jednego z najważniejszych elementów w naszej strategii, czyli naturalnie zanęty. Ja stosuję mieszankę autorstwa mojego Taty będącą efektem wieloletnich doświadczeń wędkarskich. Nie ma w niej żadnych tajemniczych składników, a jej bazową część stanowi suszony i drobno zmielony chleb. Bardzo ważne natomiast są dobrej jakości leszczowy atraktor zanętowy i klej do zanęt. Równie ważne są robaki zanętowe, czyli popularna pinka, której przy połowie leszcza nie można żałować. Pierwszą porcję zanęty przygotowuję z większą ilością kleju i lepię z niej kule wielkości sporej mandarynki. Całość za pomocą procy umieszczam w łowisku. Przy dużym uciągu trzeba zanętę mocniej dociążyć drobnym żwirkiem. Kolejną jej porcję przygotowuję już do samego połowu. Powinna być ona mniej sklejona, dzięki czemu będzie lepiej pracowała przy dnie. W razie silniejszego prądu zwiększam udział składników klejących. Oddzielające się wraz z robaczkami cięższe frakcje skutecznie przywabiają żerujące przy dnie leszcze. Wszystkie przygotowania wynagrodzi nam hol pierwszego brązowego cudeńka.  


Sprzęt

Ze względu na charakter łowiska oraz bardzo dużą odległość, w jakiej będziemy łowić, potrzebujemy odpowiedniego sprzętu. Uważam, że jedyną metodą, która pozwoli nam komfortowo obławiać ww. stanowisko w warunkach kilkudniowej zasiadki, jest dobrze już w Polsce znany feeder. Doskonale sprawdzają się wędziska długie: 3,90–4,20 m; minimum to 3,60 m. Pozwalają one oddawać długie i precyzyjne rzuty. Ich ciężar wyrzutu ze względu na odległość i masę zestawu powinien się wahać między 80 a 150 g. Jako zasobniki zanęty zawsze stosuję koszyczki. Ich wielkość uzależniam od prędkości nurtu. Najczęściej są to koszyczki o kształcie okrągłym lub prostokątnym. Żwirowo-kamieniste dno uniemożliwia ich szybkie przetaczanie się. Jednak gdy uciąg jest większy, lepiej sprawdzają się modele kanciaste lub ze specjalnymi wypustkami, o których wspominałem już wcześniej. Gramatura między 30 a 70 g. Dobrze, jeśli koszyczek ma dno; umożliwia to dłuższe wypłukiwanie zanęty, a co za tym idzie również dłuższe nęcenie.Sporządzenie zestawu jest bardzo proste. Koszyczek zanętowy na rurce antysplątaniowej o długości od 5 do 20 cm nakładam na żyłkę o średnicy 0,20–0,25 mm. Następnie naciągam duży okrągły stoper gumowy. Za stoperem wiążę krętlik, a do niego przypon z żyłki o średnicy 0,14–0,18 mm. Długość przyponu zależy od częstotliwości brań. Im brania pewniejsze, tym bardziej przypon skracamy, nawet do 20 cm. Jeśli brania są delikatne, wydłużamy go czasami nawet do 1 m. Na przyponie wiążę haczyk o numeracji od 6 do 12 dopasowany do połowu na białego robaka, a właściwie robaka barwionego. To właśnie barwione larwy much są najskuteczniejszą przynętą na odrzańskie leszcze. Według mnie nie do pobicia jest kanapka z 6–7 robaczków w kolorach białym, czerwonym i żółtym. W czasie łowienia co kilka godzin donęcamy łowisko za pomocą kilkunastu wystrzelonych z procy kul. Taka ilość w zupełności wystarczy.


Organizacja i połów

Bardzo ważne jest dokładne przygotowanie stanowiska. Wędki w przeciwieństwie do wielu rzecznych wędkarzy ustawiam w klasycznej pozycji poziomej, tak aby z żyłką tworzyły kąt rozwarty. Obok umieszczam wiadro z zanętą oraz wbijam podpórkę, o którą opieram wędzisko w czasie nabijania zanęty do koszyczka. Zawsze muszę mieć suchą ściereczkę do wytarcia rąk. Dobrze, aby w zasięgu ręki przygotowany był również rozłożony podbierak. Siedzisko powinno być wygodne. Pamiętajmy, że spędzimy w nim wiele godzin. Spod nóg usuńmy wszystkie niepotrzebne rzeczy; ułatwi to nam poruszanie się po stanowisku i pozwoli uniknąć niepotrzebnych strat w sprzęcie lub nawet wypadków. Poświęćmy również chwilę na organizację obozowiska. Dobrze przygotowane uprzyjemni pobyt i pozwoli w pełni się odprężyć.
Po zorganizowaniu stanowiska mogę zacząć łowienie. Zestawy zarzucam na pogranicze głównego nurtu i spokojnej wody. Jak już pisałem, jest to odległość w zależności od miejsca między 50 a 80 m. Rzut wykonuję kilka metrów powyżej nęconego stanowiska, tak aby zestaw opadł niesiony prądem wody dokładnie w nęcony obszar. Wędziskiem napinam i topię żyłkę, a po ustawieniu na podpórce tak ją naciągam, by szczytówka pozostawała lekko ugięta. Wtedy będę dokładnie widział zarówno szarpnięcia, jak i opuszczanie w czasie brania ryb.W okresie letnim brania są najczęściej zdecydowane i dobrze widoczne. Jeśli chodzi o przedział godzinowy, najlepszych brań możemy się spodziewać od świtu do godziny 11–12, a następnie od 16 do późnego wieczora. Noc proponuję przeznaczyć na odpoczynek albo zasiadkę na drapieżniki.Odra w pasie opisywanego łowiska obfituje we wszelkie gatunki ryb drapieżnych. Dominują szczupak i sandacz, ale również duże okazy sumów nie należą tu do rzadkości, a więc nasze zestawy muszą być solidne.
Powróćmy jednak do leszczy. Jako pierwsze zawsze pojawiają się mniejsze sztuki. Po dłuższej chwili w zanętę wchodzą również te większe mające 50–60, a niejednokrotnie nawet 70 cm. Zacięty leszcz stawia niesamowity opór. Hol należy prowadzić z wyczuciem i nie na siłę. Pamiętajmy, że naszą „łopatę” trzeba podnieść z kilku metrów, a cała zabawa może potrwać kilka ładnych minut. Niesamowicie ważne jest to, aby przed rozpoczęciem wędkowania dokładnie wyregulować hamulec. Popełniony tutaj błąd może nas kosztować utratę ryby życia. W pobliżu brzegu duże leszcze na ogół dostają dodatkowego „kopa” i pokazują, na co je stać. Hol kończymy wślizgnięciem ryby do podbieraka. Ze względu na wielkości poławianych ryb oraz ukształtowanie brzegu jest to najbezpieczniejsze i najwygodniejsze rozwiązanie. Złowione ryby należy przechowywać w wykonanych z miękkiego tworzywa długich, nawet 4-metrowych siatkach wędkarskich o przekroju ok. 50 cm.
Mam nadzieję, że moje uwagi pomogą Wam w upolowaniu wymarzonej „brązowej łopaty”. Wszystkim życzę wielu sukcesów wędkarskich.  Do zobaczenia nad wodą.

fot. autor, E.Izydorczyk

 

 

Słowa kluczowe: | Odra | leszcz | Wrocław | feeder | wędkarstwo | Uraz | Brzeg Dolny |

Komentarze

nowsze
starsze
nowsze
starsze

Twój komentarz został dodany i oczekuje na moderację.

Prosimy o cierpliwość.

Dodaj komentarz

(nie jest podawany do publicznej wiadomości)

---- reklama ----
http://www.AUTOdoc.PL Istnieje możliwość zakupu części zamiennych w niewiarygodnie niskich cenach tutaj