Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do listy!

Dołącz

Reklamy

Licznik odsłon


Jesień pachnie okazami

2013-10-02
Dariusz Burzymowicz

Po upalnym lecie jesteśmy spragnieni brań i holi tych największych okazów, które latem wcale nie były takie skore, aby się skusić na nasze przynęty. 

Mnóstwo naturalnego pokarmu, którego miały pod dostatkiem (kolonie racicznic, ślimaki, raki, pokłady ochotki, owady wpadające do wody itp.), sprawiało, że największe ryby latem stawały się nieufne wobec proponowanych im przynęt. W tym czasie rzadziej gościły na naszych matach. Długie okresy wysokich temperatur, zbyt ciepła woda, za ciepła nawet dla ciepłolubnych cyprinusów, zakwit wody i zmniejszająca się w niej ilość tlenu powodowały zanik żerowań i brań. Zmęczony upałami i przejściowym „bezrybiem” okazów, które są głównym celem moich karpiowych wypraw, czekam na jesienne ochłodzenie. 

Karp jesienno-zimowy

Gdy woda w jeziorach stopniowo zaczyna się oziębiać (często w krótkim czasie schładza się o dobre kilka stopni, czego przykładem może być tegoroczny wrzesień), skracają się dni i wydłużają noce, kończy się sezon urlopów i zaczyna rok szkolny, nad wodami robi się wreszcie pusto i cicho – wówczas dla mnie zaczyna się karpiowa jesień. Na ogół trudno jednoznacznie określić jej początek i koniec. Wszystko bowiem zależy od warunków pogodowych, na co niestety wpływu nie mamy. Zdarza się przecież, że jesień nadchodzi nagle i nieoczekiwanie (jak w tym roku), trwa krótko i szybko zmienia się w zimę. Jedno jest pewne, jesień to dla mnie czas przyspieszenia. Chcę jeszcze przed zimą złowić jak największe, grubaśne „profesorki”. Zwalniam najczęściej pod koniec października, a na dobre wyhamowuję na początku listopada. Wówczas przeważnie zamykam sezon karpiowy. Nie znaczy to jednak, że naszych ulubieńców nie można łowić w listopadzie czy nawet w grudniu. Pisząc o grudniu, nie mam na myśli zbiorników ze zrzutem ciepłej wody, w których karpie łowi się przez cały rok. W „zimnych” akwenach możemy je łowić dopóki, dopóty będziemy w stanie ulokować w nich zestaw – czyli do momentu pojawienia się lodu. Jednak takie listopadowo-grudniowe połowy wymagają często dużo czasu i cierpliwości. 

Trzeba będzie odszukać karpie, które w tym okresie mogą przebywać w „sypialniach”, gdzie się zgrupowały i zostaną w nich lub w ich pobliżu aż do nadejścia wiosny. Jeśli odnajdziemy takie miejsca, to nasze przynęty powinniśmy podać im pod sam pysk. Nie daje to jednak pewności, że przy kilkustopniowej temperaturze wody odrętwiałe, śpiące okazy zechcą się na nie połakomić. W tak zimnej wodzie brania – jeśli w ogóle się zdarzą – będą bardzo delikatne.  Hol takiego „wyrwanego” z zimowego letargu karpia, nawet największego, może przypominać holowanie nieruchomego kołka. Ja jednak zdecydowanie odpuszczam rybom w tym trudnym dla nich okresie „zimowania”. 


Pełnia sezonu

Moim zdaniem najlepszym i najpewniejszym okresem karpiowej jesieni jest druga połowa września. W tym czasie karpie zaczynają ostro żerować, a co najważniejsze dotyczy to także tych największych okazów. Zrobiło się zimniej o kilka stopni, ochłodziła się woda, noce z dnia na dzień stają się dłuższe, coraz mniej jest słonecznych dni, częściej wieją zimniejsze i silniejsze wiatry, większe są opady deszczu, mniej światła dociera do wody – te wszystkie zmiany to dla karpi wskazówki, że nadchodzi ten czas – czas wielkiego żarcia. Pewne zachowania cyprinusów są uwarunkowane genetycznie. Wiosną instynkt rozrodczy przypomina im o zbliżającym się momencie tarła i konieczności złapania szczytowej formy. Ryby mając większy apetyt, stają się mniej ostrożne. To wyśmienity moment na złowienie tych największych okazów. Podobnie dzieje się jesienią, wtedy również jedzą dużo, często i łapczywie – na zapas. Dzieje się tak, ponieważ muszą zgromadzić jak największy zapas tłuszczu, z którego w zimie będą czerpały energię potrzebną do przeżycia. Aby jednak owocnie wykorzystać ten dobry czas i poczuć zapach jesiennych karpi na macie, trzeba dokładnie przemyśleć odpowiednią dla tej pory roku strategię. Należy sobie zadać wiele pytań i odpowiedzieć na nie wcześniej, jeszcze przed jesiennym przyspieszeniem. Gdzie łowić?, w jakich wodach?, w jakich miejscach?, na jakich głębokościach?, jak, czym i ile nęcić?, jakich przynęt użyć? itd. Pierwsze, co robię już po połowie września, to żegnam się – aż do wiosny – z płytkimi łowiskami z jednakową głębokością.  Takie zbiorniki podczas jesiennych ochłodzeń szybciej się wystudzają i karpie słabiej w nich żerują, zaczynają być kapryśne i szybciej zapadają w zimowy letarg. Jesienią skupiam się na głębszych, większych zbiornikach ze zróżnicowanym dnem. W takich wodach karpie w mniejszym stopniu odczuwają zmiany pogodowe i wahania ciśnienia, a przez to dłużej żerują. W tego typu akwenach duże masy wody wolniej się schładzają, stopniowo przyzwyczajając zmiennocieplne karpie do coraz niższych temperatur, co przekłada się na ich lepszą formę. Do wrześniowych zmagań najlepiej wybrać akweny dobrze już znane. W tym okresie nie warto tracić czasu na dogłębne rozpoznanie wody i poszukiwanie w niej jesiennych miejscówek. 

Jesienne pewniaki: 
- kulki muszlowe (ekstrakt małży),
- pellet halibutowy moczony dobę w oleju rybnym (na przyponie kilka peleltów o szybkim czasie rozpadu, które dodatkowo wabią dokładnie w punkcie), 
- kulki z dodatkiem naturalnego pożywienia (natural food) zadipowane w takimż "sosie", 
- kulki pelletowe (pellet food) oblepione pastą pelletową (oblepiamy ną także ciężarek).


Wiosenna taktyka

Jesienne poczynania karpi i moje zachowania można porównać do działań z wiosny. Scenariusz jest podobny, lecz kolejność odwrotna. Z początkiem wiosny niemrawe jeszcze cyprinusy wciąż przebywają w swoich „sypialniach” i w ich bliskości. W takich właśnie miejscach na nie poluję. Zanęcam wtedy punktowo, śladową ilością. Stosuję przynęty są przeważnie mniejsze, o słabszym zapachu, haki małe i lekkie. Brania są delikatne. Wraz z ociepleniem się wody karpie nabierają apetytu i w poszukiwaniu pierwszego wiosennego pokarmu opuszczają swoje zimowe stanowiska. Stają się ruchliwe, szukają najpłytszych miejsc z najbardziej nagrzaną wodą (np. osłoniętych drzewami płytkich, małych zatok) i tam pozostają. Ja również za nimi podążam. Stopniowo zwiększam ilość zanęty. W późniejszej fazie wiosny, zwłaszcza w okresie przedtarłowym nęcę obficie i zanętę wzbogacam sporą ilością ziaren. Na początku mojej karpiowej jesieni, czyli mniej więcej do połowy września, łowię w „starych” miejscach, ale również w płytszych zatokach. Wraz z ochłodzeniem karpie przemieszczają się w poszukiwaniu łatwego pożywienia. Takimi wymarzonymi dla cyprinusów w tym okresie naturalnymi żerowiskami, pozwalającymi zgromadzić dużą ilość białka i tłuszczu, są połacie dna obfitujące w ochotkę, a także w duże skupiska kolonii racicznic. Ryby przenoszą się też w głębsze miejsca akwenu z cieplejszą wodą. W początkowej fazie jesieni tak jak pod koniec wiosny nęcę dość obficie. Składnikiem mojej zanęty są również ziarna. W tym czasie można liczyć na częste brania. Potem stopniowo zmniejszam ilość wrzucanej zanęty i rezygnuję z ziaren. Zastępuję je pelletem i granulatem. W mojej zanęcie pozostają jedynie ziarna konopi. Najczęściej z początkiem trzeciej dekady października, wraz z mocniejszym schładzaniem się wody, karpie stają się mniej ruchliwe, mają coraz mniejszy apetyt, osłabia się ich metabolizm. Brania są rzadsze, pojedyncze, ale często tych największych okazów. W końcówce jesieni tak jak z początkiem wiosny nęcenie powinno być już bardzo delikatne. Wraz z nastaniem zimy – w śladowych ilościach, punktowo na zestaw. Zanęta, przynęty i haczyki mniejszych rozmiarów. W tym czasie cyprinusy będą już „zaopatrzone” w odpowiednią warstwę tkanki tłuszczowej. Zimna woda i ospałość spowodują, że będą mogły całkowicie zaprzestać pobierania pokarmu. Zgrupują się w stada i odpłyną do swoich „sypialni”. 

Mączki rybne (łososiowa, dorszowa, śledziowa), mielone kiełże, krewetki, proszek ze zmielonego pelletu i granulatu, proszek ze zmielonych ślimaków (małż i kałamarnic), pokruszone skorupki muszli (ślimaków, małży) to składniki i dodatki, które powinny się znaleźć w jesiennych kulkach. 

Karpiowa stołówka

Jesienią częściej niż w jakimkolwiek innym okresie sezonu karpiowego używam termometru do kontroli temperatury wody. Poszukuję rejonów z najcieplejszą wodą. Będzie to miało olbrzymie znaczenie, zwłaszcza w późniejszym czasie i w chłodniejszych momentach jesieni. Głębokość, na której łowię jesienią, to najczęściej 3–5 m. Miejsca, w których głównie umieszczam swoje zestawy, to wszelkiego rodzaju głębsze dołki z lekkim namułem, zagłębienia dna, głębsze miejsca w pobliżu zwalonych drzew (często znajdują się tam „zimowiska” cyprinusów) lub z zawadami (zaczepami). Również spady dna są dobrym miejscem ulokowania jesiennego zestawu, ale także równy blat znajdujący się u ich podnóża. Olbrzymie znaczenie o tej porze roku mają jakość i rodzaj zanęty oraz przynęty. Swoim składem, zapachem i smakiem powinny one do złudzenia przypominać naturalny pokarm. Muszą wabić i kusić swoją atrakcyjnością. Powinny spowodować, że jesienne okazy nie będą w stanie się im oprzeć. Powinny wreszcie kojarzyć się karpiom z energią potrzebną do przetrwania zimy. Składnikami mojej jesiennej zanęty są: pellet, granulat, kulki ze zwiększoną zawartością mączek rybnych i kostnych, kulki z mielonego granulatu i pelletu ze zwiększoną zawartością oleju rybnego i konopie (fot. 1958, 1960, 1964, 1965, 1973). Całość zanęty aromatyzuję najczęściej olejem rybnym (łososiowym lub halibutowym) kilka godzin przed wrzuceniem w łowisko (fot. 1976,1979,1981,1984). Dobrą alternatywą dla może się okazać płynny ekstrakt aminokwasowo-olejowy NCL (natural complet liquid). Mój jesienny numer 1 to NCL pellet food i natural food. Przynęty, które stosuję w tym okresie, muszą być prawdziwą bombą energetyczną. Są to pellety hakowe, o wydłużonym czasie rozpuszczania, z dużą zawartością mączki rybnej i rybnego oleju. Kulki muszą zawierać w sobie maksymalnie dużą ilość mączek rybnych, niezbędną ilość aminokwasów, oleju rybnego, tłuszczów zwierzęcych i witamin. Powinny również w ich składzie znaleźć się dodatki przypominające naturalny pokarm. 

Takie idealne dodatki to pokruszone skorupki muszli (ślimaków, małż a), proszek ze zmielonych ślimaków, małż, kałamarnic, mielone krewetki, kiełże itp. Jesienne przynęty (kulki) powinny być maksymalnie rybne, mięsne – wyjątkowe śmierdziele. Dobrze sprawdzają się kulki z mielonego pelletu i granulatu, które dodatkowo dopalam NCL pellet food. Kulki, które wykonuję sam, nie konserwuję; będą wówczas jeszcze bardziej atrakcyjne dla karpi. Zapachy, które stosuję jesienią, to głównie śmierdziele: krab, małża, muszla, kałamarnica, ośmiornica, mięso, wątroba, krewetka, rak, natural foof, pellet food itp. Czasami w cieplejszych momentach jesieni scopex, wanilia. Przynęty w średnicach 12–20 mm, najczęściej tonące i o naturalnej wyporności, rzadziej bałwanki. Mimo iż jesień bywa różna, często bardzo zmienna, raz mokra i zimna, to znów chwilowo cieplejsza, sucha i słoneczna, to pewny i niezmienny jest fakt, że ta pora roku to czas grubego karpia. Jesień po prostu pachnie okazami.

fot. autor

 

Dariusz Burzymowicz jest znanym pomorskim karpiarzem. Wraz z kolegami od lat działa w Słupskim Bractwie Karpiowym.

 

 

Komentarze

nowsze
starsze
nowsze
starsze

Twój komentarz został dodany i oczekuje na moderację.

Prosimy o cierpliwość.

Dodaj komentarz

(nie jest podawany do publicznej wiadomości)

---- reklama ----
http://www.AUTOdoc.PL Istnieje możliwość zakupu części zamiennych w niewiarygodnie niskich cenach tutaj