Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do listy!

Dołącz

Reklamy

Licznik odsłon

2016-04-07
Paweł Mirecki

Rzeka Ebro kojarzy się w Polsce głównie z wielkimi sumami i karpiami. Niewielu Polaków wyprawia się tam na sandacze, a jeszcze mniej wie, jakie wspaniałe są tam okonie.

W Polsce wiosna jest okresem w pewnym sensie martwym, jeśli chodzi o łowienie dużych drapieżników, a już na pewno dotyczy to sandaczy. Tam natomiast mętnookie można już łowić, co jest doskonałym treningiem przed rozpoczęciem sezonu na polskich łowiskach. 
Wyprawa nad Ebro jest jednak obarczona dużym ryzykiem, bo mając pecha, można trafić na nagle podniesioną wodę. Wystarczy, że wysoko w górach Hiszpanii zaczną się nagłe roztopy albo spadną ulewne deszcze, aby poziom wody podskoczył o kilka metrów. Tak więc ci wszyscy, którzy się wybierają nad Ebro, powinni sprawdzić długookresowe prognozy pogody i bieżący stan wód. Bo tam, gdy idzie duża woda, to jest to naprawdę duża woda, a gdy zaczyna wiać, to jest to istna wichura, która potrafi trwać nawet do dwóch tygodni. 
Na miejscu działają bazy wędkarskie, w tym także takie, które są prowadzone przez naszych rodaków. Przed przyjazdem można więc bez kłopotu zasięgnąć informacji na temat bieżących i spodziewanych w najbliższym czasie warunków pogodowych i hydrologicznych, co pozwoli ustrzec się przed nieprzyjemnymi i kosztownymi niespodziankami. Autor jednak miał wyjazd zaklepany „na sztywno” już od dłuższego czasu, bez możliwości jego przełożenia. Gdy więc okazało się, że przez dwa dni przed przyjazdem bez przerwy padał deszcz (a pisząc to, mam na myśli opady rzędu 50 l wody na m2), nic już nie można było zrobić. Na miejscu okazało się, że akurat przestało padać, ale dla odmiany zaczęło nieźle wiać. Przeciętna szybkość wiatru wynosiła 60, a w porywach nawet 80–90 km/godz. Jednym słowem – porażka. Jedyne co pozostało, to przetestować różne sandaczowe „kombinacje” właśnie w tak trudnych warunkach. Tym razem Ebro miała posłużyć nie jako miejsce do wyłowienia się do syta, tylko jako poligon doświadczalny łowienia na wietrze i w wysokiej wodzie, w której ryb co prawda jest bardzo dużo, ale dobrać się do nich, jak się okazało, wcale nie było tak łatwo... I o tym właśnie jest niniejszy artykuł, będący swoistym kompendium wniosków wysnutych na podstawie doświadczeń z tego wyjazdu.  

 

Komentarze

nowsze
starsze
nowsze
starsze

Twój komentarz został dodany i oczekuje na moderację.

Prosimy o cierpliwość.

Dodaj komentarz

(nie jest podawany do publicznej wiadomości)

---- reklama ----
http://www.AUTOdoc.PL Istnieje możliwość zakupu części zamiennych w niewiarygodnie niskich cenach tutaj