Ostatnie komentarze

Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Dopisz się do listy!

Dołącz

Reklamy

Licznik odsłon


Królewska era - kołowrotek REX

2010-10-22

Obserwując przez ostatnie 30 lat ofertę przemysłu skierowaną do wędkarzy, zauważyłem pewne zjawiska, które skłoniły mnie do podzielenia się z Wami kilkoma uwagami, dotyczącymi głównie konstrukcji kołowrotków.

Rewolucja, którą niewątpliwie było wprowadzenie do konstrukcji wędzisk włókien węglowych, spowodowała radykalne poprawienie właściwości użytkowych wędek. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku standardem były wędki wykonane z blanków, w których podstawowym budulcem było włókno szklane. Wędziska węglowe są zdecydowanie lżejsze i dynamiczniejsze od swoich poprzedników, a tym samym wyraźnie poprawiają komfort wędkowania. Namacalnie widać to na przykładzie spinningów. W przypadku wędzisk szklanych ich długość rzadko przekraczała 2 m, podczas gdy dziś częsty widok to spinningista z 3-metrowym kijem.
O ile z powyższego ustępu jednoznacznie wynika, że współczesna wędka jest zdecydowanie lepsza od tej sprzed 20–30 lat, o tyle podpisanie się pod podobnym stwierdzeniem w przypadku kołowrotków jest już mocno ryzykowne.
Na podstawie jakich parametrów mamy ocenić, czy dany kołowrotek jest lepszy od innego? Uważam, że na pewno tym parametrem nie może być data produkcji, czyli im starszy, tym gorszy. Cofnijmy się o 30 lat i przyjrzyjmy się standardom, które wtedy obowiązywały w produkcji kołowrotków.

REX – perełka z mojej kolekcji.


Po pierwsze, korpus. Standardem był wtedy odlew aluminiowy. Tu przypominam pewien okres, kiedy byliśmy przez producentów przekonywani, że korpus z tworzywa, zbrojony czasem włóknem węglowym, jest idealną bazą do stworzenia kołowrotka doskonałego, w związku z czym całkowicie uzasadniona jest jego wyraźnie wyższa cena w stosunku do kołowrotka z korpusem aluminiowym. Teraz przekonuje się nas, że warto dopłacić kilkaset złotych, aby mieć kołowrotek z supersztywnym i wytrzymałym korpusem aluminiowym. Czyli historia zatoczyła koło i dziś wróciliśmy do standardu sprzed 30 lat, ale to, co wtedy było standardem, dziś jest dostępne tylko w topowych modelach, oczywiście za konkretne pieniądze. 
Po drugie, przekładnia. Standard lat osiemdziesiątych to przekładnia frezowana, w której jedna zębatka była wykonana z brązu, a druga ze stali stopowej. I tu, tak jak w poprzednim przypadku, dziś przekładnia taka oferowana jest tylko w topowych modelach.
Po trzecie, łożyska. Trzydzieści lat temu, jeżeli w kołowrotku pojawiało się łożysko kulkowe to było to łożysko przemysłowe, najczęściej jedno, którego zadaniem było łożyskowanie bębna kołowrotka. Aby Wam uzmysłowić, na czym polega różnica między łożyskiem przemysłowym a gadżetem, który pozwala niektórym producentom nobilitować swoje produkty (np. przez zamieszczanie informacji – 12 łożysk), powiem, że łożysko przemysłowe w maszynie produkcyjnej potrafi bezawaryjnie pracować przez kilkanaście lat, a przy tandetnych łożyskach zdarzały mi się przypadki wysypywania się kulek podczas rozkręcania kołowrotka. To, że dawne kołowrotki miały często tylko jedno łożysko kulkowe na bębnie kołowrotka, nie znaczy, że oś korbki była pozbawiona łożyska. Ten element łożyskowany był najczęściej za pomocą łożyska ślizgowego w postaci tulei z fosforobrązu. Tuleje takie stosowane są w konstrukcjach maszyn jako elementy przenoszące największe obciążenia, znane m.in. w kultowych ABU Cardinalach.


Prosty, precyzyjny i trwały mechanizm REX-a.


Przykładem kołowrotka, który przez długie lata był marzeniem polskich wędkarzy, jest NRD-owska konstrukcja z lat pięćdziesiątych RILEH REX. Szczęśliwy posiadacz tego kołowrotka posługiwał się nim średnio kilkanaście, a często ponad dwadzieścia lat. Zresztą statystyczny wędkarz miał wówczas najczęściej jeden kołowrotek spinningowy, więc zrozumiałe jest, że był on intensywnie eksploatowany. Przyjrzymy się bliżej konstrukcji tego kultowego kołowrotka.


Dwa  REX-y z najlepszych lat produkcji.


Aluminiowy korpus, ślimakowa frezowana przekładnia, w której ślimak był wykonany ze stali, a ślimacznica z mosiądzu, i cztery przemysłowe łożyska kulkowe powodowały, że konstrukcja ta w owych czasach dorównywała rozwiązaniom stosowanym przez czołowych producentów zachodnich. Tym, co było decydujące w sukcesie REX-a to prostota i zwartość konstrukcyjna oraz precyzja spasowania wszystkich elementów. Do dziś trudno jest znaleźć kołowrotek, który ważąc 350 g, miałby tak mocną i doskonale ułożyskowaną przekładnię. Nic dziwnego, że kołowrotki te przez długie lata służyły do spinningowania zarówno typowo nizinnego, jak i trociowego.
Jeżeli klasę spasowania elementów kołowrotków oceniać w skali od 0 do 100, to REX powinien otrzymać 100, czyli maksimum. Można wręcz powiedzieć, że on praktycznie luzów nie ma. Wędkarze, którzy oceniając klasę kołowrotka, dotychczas nie zwracali uwagi na spasowanie elementów przekładni w korpusie, powinni przy zakupie sprawdzać ten parametr, gdyż jest on pierwszym i najprostszym wyznacznikiem jakości kołowrotka.
Czasami zdarza się, że kołowrotek, na skutek np. niewłaściwie dobranych podkładek, ma zbyt mały luz międzyzębny, co objawia się często dużymi oporami w pracy przekładni. Jeżeli kupujecie kołowrotek, to nie wierzcie w to, że kołowrotek ciężko pracuje, bo smar musi się w nim „wyrobić”, gdyż on wcale nie musi być tego przyczyną, a ryzykujecie, że zakupicie produkt z wadą fabryczną.
Ostatnim elementem, który należy sprawdzić w ramach oceny stanu spasowania kołowrotka, jest oś szpuli. Jeżeli nie wyczuwamy luzów, próbując poruszać osią w płaszczyźnie, w której położona jest oś symetrii osi szpuli, to wszystko jest w porządku.
Wracając do historii REX-a, jego „panowanie” można podzielić na 3 podstawowe okresy. Pierwszy to czas od narodzin konstrukcji, czyli od lat pięćdziesiątych do roku 1964. Niewielki zakład z Lipska produkował wówczas kołowrotek RILEH REX sygnowany numerem 111, który miał omawiany poprzednio ślimakowy typ przekładni (przełożenie 3,4: 1) podparty czterema łożyskami, osadzony w aluminiowym korpusie o obłym kształcie. Kabłąk wykonany był z jednego kawałka drutu, a siłę zamykającą go zapewniała sprężyna zwojowa wykonana z taśmy stalowej. Szpulki wykonane były początkowo z bakelitu, a później z PCV. Hamowanie szpuli realizowane było za pomocą pokrętła na osi szpuli, pod którym umieszczona była podkładka filcowa. Zastosowany wówczas system składania korbki był jak na owe czasy bardzo nowatorski, ponieważ korbka bardzo pewnie przenosiła obciążenia, a jednocześnie można ją było bez całkowitego rozłączenia sprawnie złożyć w sposób zabezpieczający przed uszkodzeniem lub zgubieniem.

Egzemplarz z pierwszych lat produkcji.


Drugi, najlepszy okres panowania REX-a rozpoczął się w roku 1964, kiedy powstał model RILEH REX 64. Korpus został zmodernizowany, zyskując bardziej kanciasty i zwarty kształt, a przy okazji zmniejszono jego wagę. Przekładnia ślimakowa została zmieniona – zwiększono jej przełożenie do 3,6:1, podwyższono precyzję wykonania elementów i zastosowano łożyska wyższej jakości. Do mechanizmu napinania kabłąka wprowadzono sprężynę zwojową z drutu i zmodernizowano zamek kabłąka w taki sposób, że umożliwiało to złożenie kabłąka do stanu spoczynkowego, w którym nie był on narażony na uszkodzenie podczas transportu.

Tu się nic nie uszkodzi w czasie transportu.


W tej postaci REX produkowany był do końca lat osiemdziesiątych, gdy produkcję przejął państwowy kombinat GERMINA. Wpływ nadzoru socjalistycznego molocha nad produkcją REX-a dał rezultat koszmarny.

Schyłkowy okres produkcji - REX GERMINA.


Główne zmiany z tego okresu to zmiana korbki na wersję uproszczoną z prętu aluminiowego i usunięcie dwóch z czterech łożysk kulkowych, wskutek czego oś korbki nie była już podparta żadnym łożyskiem, a zastosowane w to miejsce kiepskie łożysko ślizgowe szybko ulegało zużyciu. Gwoździami do trumny germinowskiego REX-a były socjalistyczne standardy jakości produkcji.
Prawdziwe REX-y odróżnimy od germinowskich po czterech łożyskach, korbce i lakierze, który w egzemplarzach z najlepszego okresu miał kolor szary. REX-y germinowskie były początkowo czarne, a później beżowo-brązowe.
Jeśli zauważycie kiedyś dobrze zachowany egzemplarz REX-a z jego najlepszego okresu, to zachęcam Was do zakupienia go choćby po to, aby mieć wzorzec dobrze zrobionego mechanizmu. Pamiętajmy też o tym, że REX zrobił to samo dla wędkarstwa w Polsce, co Fiat 126 dla polskiej motoryzacji.

 

Wiesław Ostrowski

Fot. autor

 

Słowa kluczowe: | kołowrotek | akcesoria |

Komentarze

nowsze
starsze
nowsze
starsze

Twój komentarz został dodany i oczekuje na moderację.

Prosimy o cierpliwość.

Dodaj komentarz

(nie jest podawany do publicznej wiadomości)

---- reklama ----
http://www.AUTOdoc.PL Istnieje możliwość zakupu części zamiennych w niewiarygodnie niskich cenach tutaj